niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział XXVII







~Harry~

   Kiedy zaczęło się ściemniać, wyszliśmy na ogród. Lou zaczął rozpalać ognisko, zaś ja przyniosłem kiełbaski. Nie mogłem polegać w tej chwili na Cherrie i Rose, ponieważ oby dwie pogrążone były w rozmowie. Od czasu do czasu wsłuchiwałem się w to co paplały, lecz po chwili miałem dość. Nie mogłem słuchać o ubraniach, butach, biżuterii, chłopakach, idolach... Typowe babskie tematy. 
   Cherrie od czasu do czasu spoglądała na mnie, uśmiechając się, kiedy nasze spojrzenia się spotkały. Nadziewałem kiełbaski na zaostrzone, długie kije. Raz, kiedy nawiązałem dłuższy kontak wzrokowy z moją dziewczyną, przez przypadek dźgnąłem się kijem w rękę.
- Kurwa. -przeklnąłem wyjątkowo głośno.
Usłyszałem stłumiony śmiech Louisa. Opierał się o stół z ciemnego drewna, zasłaniając usta dłonią. Jego wzrok skupiony był na mnie.
- Ale ty jesteś ułomny. -rzucił w moją stronę.
- Wzajemnie, Tomlinson.
- Po nazwisku? Hmm.. Co powiesz na solo? -zaproponował nadal się śmiejąc.
Wziąłem wolny kijek. Tak samo jak Louis. 
- O panie, wyzywam cię na pojedynek -powiedziałem teatralnym tonem unosząc kąciki ust. 
Zbliżyliśmy się do siebie i zaczęliśmy bić się kijami. Rozchodziły się puste dźwięki uderzeń. Czułem na sobie spojrzenia dziewczyn które przerwały rozmowę, śledząc nasz pojedynek. 
- Hazz. -usłyszałem głos Cherrie.
Odwróciłem się w jej stronę i to mnie zgubiło. Louis wyrwał mi moją "broń" i złamał ją w pół, po czym puścił swoją i przewrócił nas na ziemię.
- Stary, ta dziewczyna cię kiedyś zgubi -powiedział leżąc na mnie.
Wybuchłem śmiechem zrzucając mojego przyjaciela z siebie. 
- Wygrałeś. -przyznałem zgodnie z prawdą, kiedy stanąłem na prostych nogach.
   


~Rose~

   Nastała noc. Harry upiekł kiełbaski, więc wzięłam jedną wsadzając ją do bułki i polewając ketchupem. Było to tradycyjne "danie" moje i Cherrie. Kiedy zobaczyłam jej bułkę, a ona moją, wybuchłyśmy niekontrolowanym śmiechem. Ucichłam dopiero wtedy, gdy obok mnie siadł Louis. Wymieniłam z moją przyjaciółką jednoznaczne spojrzenia, po czym wstała i poszła do Harry'ego. Wtuliła się w niego i po chwili zaczęli się całować. Mader... 
- Opowiedz mi coś o sobie -zaproponował Louis upijając łyk piwa ze szklanej wysokiej szklanki.
- Hmm... Mam 18 lat, chodzę do klasy z Cherrie. 
- Masz chłopaka? -zadał pytanie którym nieco mnie zdziwił.
Zastanowiłam się chwilę.
- Nie. -odpowiedziałam bez zająknięcia się.
   Resztę wieczoru spędziliśmy na wspominaniu dziwnych, śmiesznych i upokarzających sytuacji. Louis cały czas siedział przy moim boku. Myślałam, że zacznie działać. Jednak nic takiego nie miało miejsca. Cher dziwnie mi się przyglądała, od kąt zaprzeczyłam jeśli chodzi o chłopaka. 
Jednak postanowiłam działać.
- Zimno mi -powiedziałam przybliżając się do Lou.
Oczekiwałam że w tej chwili mnie obejmie. Położyłam swoją dłoń na jego.
- Czekaj. Przeniosę swoją bluzę. -rzucił.
Wstał z ławki i wszedł do domu. Czułam jak robię się cała czerwona na twarzy. Nie wierzę. Dał mi kosza... 
- Masz. -powiedział i dał mi swoją bluzę.
- Emm.. Dzięki -odpowiedziałam uśmiechając się sztucznie.
   Kiedy ognisko dobiegło końca, po Louis'a przyjechała Taxi. Ja zaś miałam zostać na noc w domu Harry'ego. Około 2 w nocy Cher pokazała mi jakąś sypialnie, która w tej chwili należała do mnie. Poszłam do łazienki. Zmyłam cały makijaż rozczesałam włosy i zdjęłam koszulkę oraz spodnie zostając w samej bieliźnie. Przeszłam do pokoju. 
Cherrie była na dole razem z Harry'm i sprzątali po ognisku. Słyszałam jak rozmawiają, śmieją się, zaś czasami całkowicie cichną całując się. 
Po jakimś czasie usłyszałam jak idą do sypialni. Opadłam na łóżko krzycząc jeszcze "Dobranoc". Odpowiedzi mi tym samym.
   Byłam już na granicy jawy i snu, kiedy poczułam, jak ktoś wchodzi pod kołdrę. Przestraszyłam się i gwałtownie odwróciłam w tamtą stronę.
- To tylko ja -uspokoiła mnie Cherrie.
Odetchnęłam z ulgą.
- Co ty tu robisz? -spytałam
- Nie mogę spać, a poza tym musisz mi coś wyjaśnić.
- Co konkretnie?
Ziewnęłam przeciągle zasłaniając oczy ręką. 
- Dlaczego skłamałaś? Powiedziałaś, że nie masz chłopaka. Rozumiem, Lou może i jest ładny, jednak nie zerwałaś z Lucas'em. To jest nie fair, wiesz?
Jęknęłam cicho.
- To nie tak jak myślisz... Po prostu chciałam się zabawić. Co w tym złego? Poza tym Louis i tak nie wydaje się być mną zainteresowany. -powiedziałam ze spokojem. 
To były ostatnie wypowiedziane przeze mnie słowa tego wieczoru. 
Zasnęłam.

Obudziłam się dobrze po 11. Cherrie spała obok mnie jak zabita. Uśmiechnęłam się na jej widok. Roztrzepane włosy zasłaniały jej twarz. Wyglądała śmiesznie.
Wstałam z łóżka i zaczęłam się ubierać. Dopiero w tej chwili zauważyłam bluzę Louis'a leżącą na fotelu. Zapomniał jej wziąć... Wzięłam ją w ręce i założyłam na siebie, ponieważ było mi trochę zimno. Schowałam ręce do kieszeni i co to?
Wyjęłam małą białą kartkę.

   28377304793. Zadzwoń, jak będziesz chciała pogadać. 
                                                    Louis. 

Uśmiechnęłam się do siebie, czytając to. Przygryzłam dolną wargę i wyszłam z pokoju zamykając za sobą cicho drzwi...



Chryste Panie... Nie wiem co się ze mną dzieje.
Nie umiem nic napisać. Zdania mi się ze sobą nie łączą. 
Całkowity brak weny... ;___;
Jeśli to czytacie to dziękuję, że dotarłyście do końca ;*
Nie jest długi, ale nie jest krótki. Może być na długość. 
To tyle... 
Do nn! 



piątek, 8 listopada 2013

Rozdział XXVI

Najlepsze są przypadkowo znalezione piosenki: Feather On The Clyde




~Cherrie~

   Nim się obejrzałam, a nadszedł dzień zakończenia roku szkolnego. Miał miejsce apel, oraz rozdanie nagród. Po przejściu do swoich sal, wychowawczyni zamieniła z nami kilka słów, zaś porem miało miejsce rozdania świadectw. Kiedy przyszła moja kolej, wyszłam ze swojej ławki ruszając zgrabnym, a za razem szybkim krokiem w stronę nauczycielki.
- Gratulację, panno Howe. -powiedziała z uśmiechem, ściskając moją dłoń.
Odwzajemniłam uśmiech.
- Ja także dziękuję.
Odwróciłam się do niej tyłem i wróciłam na swoje miejsce. Zaczęłam oglądać swoje świadectwo. Przeszłam do kolejnej klasy, bez paska co prawda, ale z bardzo dobrymi ocenami. Zerknęłam ukradkiem na świadectwo Rose, kiedy ta wróciła z nim do ławki. Miałyśmy bardzo podobne oceny. Uśmiechnęłam się do siebie.
   Po zakończeniu wyszłam ze szkoły razem z Rose. Mijałyśmy szczęśliwych uczniów. Idąc obok nich wsłuchiwałam się częściowo w ich rozmowy. Niektórzy planowali oblać dzisiejszy dzień, niektórzy szykowali się na ogniska, zaś inni obmawiali już wspólne wakacje.
- A ty co robisz przez te dwa wolne miesiące? -spytała Rose.
- Nie mam pojęcia. Chyba spędzę je częściowo z Harry'm... -powiedziałam i już czułam motylki w brzuchu. -A ty?
- Jadę z rodzicami do Paryża. Paryża, rozumiesz? Boże, jak się cieszę! Zawsze tam chciałam jechać!
Zaśmiałam się na entuzjastyczny wybuch emocji u mojej przyjaciółki. Wiedziałam, że ma ona słabość do Francji. Uwielbiała wszystko co z nią związane: jedzenie, moda, kultura. Jej cały pokój był w paryskim stylu.
Miałam zamiar zapytać Rose na ile wyjeżdża, ale poczułam jak ktoś z tyłu, łapie mnie za biodra i przyciąga do siebie.
- Gratuluję ukończenia szkoły -zaśmiał się całując mnie w szyję.
Przymknęłam oczy. Hazz obrócił mnie przodem do siebie i wpił się w moje usta.
- Dzięki -powiedziałam unosząc kąciki ust. -Wolność. Nareszcie.
Odwróciłam się w stronę Rose. Stała patrząc na nas uśmiechając się przyjaźnie.
- Plany na dziś? -spytała
Popatrzyłam na Harry'ego.
- Może my także zrobimy ognisko? -zaproponowałam, po czym i moja przyjaciółka i Hazz przytaknęli głową.
- Zaprosimy też Louis'a. Żeby nie był zły. -Zaczęłam się śmiać, po czym ruszyliśmy do samochodu Harry'ego.
   Droga minęła nam na rozmowie. Głównie wymianie zdań między Harrym a Rose. Zaczęli się poznawać i wnioskowałam, że się lubią. Ucieszyło mnie to.
   Na miejsce dotarliśmy około godziny 13. Od razu razem z moją przyjaciółką ruszyłyśmy do łazienki. Wyciągnęłam z torebki szczotę do włosów, zaś moja przyjaciółka płyn do demakijażu,  tusz do rzęs, kredkę do oczu, podkład, puder i błyszczyk. Zmyłyśmy poprzedni make-up i zaczęłyśmy go robić od nowa. Przy okazji przebrałyśmy się w ubrania, które kiedyś kupiłam wraz z Harry'm, ale zapomniałam zawieźć ich do domu.
- No i ślicznie -powiedziałam do naszego odbicia w dużym lustrze nad umywalką. 
- Kim jest Louis? -zadała pytanie Rose czesząc swoje włosy.
- Przyjaciel Harry'ego. -odpowiedziałam pakując wszystkie kosmetyki do saszetki Rose.
   Po prawie trzydziestu minutach siedzenia w łazience wyszłyśmy z niej zadowolone. Nie umie opisać miny Harry'ego. Zaczął marudzić i narzekać ileż to można siedzieć w łazience. 
Przesiedzieliśmy jakiś czas w salonie na oglądaniu durnych programów telewizyjnych jedząc chipsy i paluszki. Wszystko nas śmieszyło. Mimo iż było to tylko zwykłe posiedzenie na kanapie, bawiliśmy się świetnie! Przerwał nam jednak dzwonek do drzwi.
Harry zerwał się z kanapy i poszedł otworzyć. Przysunęłam się bliżej Rose. Kiedy Harry otworzył drzwi, do domu wszedł Louis. Ubrany w czarne rurki, białe trampki i czarną, gdzieniegdzie podziurawioną koszulkę. Wyglądał zabójczo.
Rose szturchnęła mnie lekko.
- Kto to? -spytała
- Louis.
Chłopcy podeszli do nas. 
- Hej, młoda -przywitał się ze mną blondyn, przytulając mnie jednocześnie mierzwiąc włosy.
- Siema -rzuciłam śmiejąc się.
- Lou, to jest moja przyjaciółka Rose. Rose. Louis Tomlinson.
Oboje uśmiechnęli się do siebie ściskając wzajemnie dłonie.
- Miło mi -powiedział Louis, po czym bez słowa poszedł wraz z Harry'm do kuchni.
Zostałam w salonie sama z Rose. Stałam z boku przyglądając się szybkiej wymianie gestów i ruchów. 
- Zajęcie na dzisiejszy wieczór już wiadome. -mruknęła do mnie Rose, patrząc na Louis'a. 
Zaśmiałam się, po czym moja przyjaciółka wyminęła mnie i poszła do chłopaków. 
- Flirt czas zacząć -powiedziałam sama do siebie. 



Nowy :33
Jest krótki, za co ZNOWU sorki, ale nie miałam kiedy go napisać :(
Koniec roku szkolnego, co zwiastuje wstęp do dramy ;)
W kolejnym rozdziale będzie ognisko chyba z perspektywy Harry'ego i Rose :D


środa, 6 listopada 2013

Rozdział XXV

"Bajters"




~Cherrie~

   Dni mijały w niesamowitym tępię. Nie wiedziałam kiedy, a nastał dzień 18 czerwca. Wtorek. Do zakończenia roku zostało 8 dni. W szkole zajęcia już się prawie nie odbywały. Każdy żył już zbliżającymi się wielkimi krokami wakacjami. Ja także. 
   Zastanawiałam się, gdzie spędzę te 2 wolne od szkoły miesiące. Na pewno będą miały miejsce liczne spotkania ze znajomymi, imprezy, nocowania u Rose... Szykowały się cudowne wakacje! Kolejną rzeczą, a raczej osobą, przez które miały być cudowne, był mój idealny pod każdym względem chłopak. Może wyjedziemy gdzieś? Na przykład do jego rodzinnej Anglii, w której nigdy nie byłam? 
   Harry widać angażował się w nasz związek z coraz większym entuzjazmem, napaleniem. Zależało mu na mnie, co widać było gołym okiem. Nawet Louis mówił, że Harry zachowuje się jak zakochany dupek. Z mojego powodu opuszczał liczne imprezy, wyjścia ze znajomymi oraz z samym Lou. Mnie to w pewnym sensie pasowało. Czułam się dumna, doceniana, kochana... 
- Może pójdziemy do mnie? -spytała Rose.
Właśnie wyszłyśmy ze szkoły. Postanowiłyśmy spędzić ten dzień na uczeniu się do ostatnich poprawek. 
- Jasne. -powiedziałam po chwili rzucając mojej przyjaciółce ciepły uśmiech.
   Rose mieszkała w nowoczesnej dzielnicy Los Angeles. Jej rodzice mieli prywatny sklep komputerowy w którym siedzieli całymi dniami, także miałyśmy dom zawsze do swojej dyspozycji. Jednak dawno w nim nie bywałam. Tak szczerze, to w swoim domu bywałam coraz rzadziej. Całe dnie spędzałam z Harry'm i u niego. 
   Weszłam po schodach na piętro, gdzie znajdowała się różowa sypialnia Rose. Moja przyjaciółka mieszkała na poddaszu. Do niej także należał niewielki balkon, na którym postawiane były białe kwiatki w donicach na podłodze. Znajdowały się tam jeszcze dwa, wiklinowe krzesła, na których właśnie się rozsiadłyśmy. 
Rose przyglądała mi się chwilę.
- Co jesteś taka wesoła? -spytała po chwili
- Ja jestem wesoła? -odpowiedziałam pytaniem
- Od kilku dobrych dni... 
Spuściłam wzrok i uśmiechnęłam się sama do siebie czując, jak rumienią się moje poliki. Przypomniałam sobie noc, która miała miejsce ponad tydzień temu. Przygryzłam wargę i podniosłam głowę.
- Coś związane z Harry'm, prawda?
Pokiwałam twierdząco głową.
- Nieee!!! -wrzasnęła nachylając się ku mnie. -Nie wierze!!
Odskoczyłam jak poparzona. Miałam zamiar powiedzieć żeby się tak nie darła, żeby nie zwrócić uwagi przechodniów, którzy krzątali się na chodniku pod balkonem. 
- Wyy..? Tak czy nie? Masz mi tu i teraz powiedzieć!
- Może.
- Nie ma takiej odpowiedzi... No błagammm!!
Zastanowiłam się chwilę.
- Tak. 
Rose wstała z krzesła i rzuciła się na mnie wywalając nas wraz z krzesłem do tyłu. Zaczęłam się śmiać. Moja przyjaciółka razem ze mną, chociaż widać chciała zachować powagę.
- Straciłaś dziewictwo beze mnie? Nie mówiłaś mi nic? 
Parsknęłam śmiechem.
- A co? Chciałaś trójkącik? -powiedziałam dostając kuksańca w ramię. 
Popatrzyła na mnie wilkiem, zaś ja śmiałam się dalej.
- A dobry chociaż jest? 
Nie musiałam się nawet zastanawiać nad odpowiedzią. 
- To jak szeptał moje imię... -zaczęłam odpływać w marzenia, jednocześnie drażniąc się z Rose. 
- Cholero jebana. Nienawidzę cię, normalnie. Kiedyś mu wskoczę do łóżka i sama się o tym przekonam.
Wybuchłam śmiechem. 
- Tylko spróbujesz to cię uduszę -powiedziałam całując ją w policzek. 
   Nasz plan dnia miał wyglądać zupełnie inaczej. Miałyśmy się uczyć, a spędziłyśmy czas do wieczora opowiadając o moim życiu seksualnym i opisywaniu uczuć. Rose przeszła po jakimś czasie na temat jej i Lucas'a, z którym układało jej się znakomicie. Zażartowałam, że zrobimy kiedyś wymianę: ona weźmie Harry'ego, ja Lucas'a. Po wyznaniu mojego pomysłu obydwie wybuchłyśmy niekontrolowanym śmiechem. 
Następnie opowiedziałam mojej przyjaciółce o Louis'ie. Jakim jest dobrym przyjacielem, że zaufałam mu bezgranicznie... Rose aż błyszczała entuzjazmem i za wszelką cenę chciała się z nim zapoznać. Nie wiem jakim cudem, ale przypadkowo zeszłam na temat Jennifer. Blondynka siedziała z otwartą buzią, i kiedy skończyłam mówić o fałszywym związku Harry'ego z nią, zaczęła rzucać na jego temat oszczerstwa. Powiedziała, że nie powinnam była się jeszcze z nim zadawać i dawać mu kolejnej szansy. Jednak ja wszystko jej wytłumaczyłam. 
   Posiedzenie u Rosalie trwało do 19, kiedy zadzwoniła do mnie Caroline. Wzięłam swoje rzeczy i wyszłam od Rose, żegnając się buziakiem w policzek. 
   Obgadałyśmy chyba każdy możliwy temat. Tak. Przydało mi się to.




Od razu na wstępie powiem, że piosenka w chuj nie pasuje, ale mam na nią fazę, przez mojego zajebistego "kolegę" xdd
Rozdział... Krótki :D
Nic się nie dzieje, ale tak musi być. Jednak akcja się rozkręci :*
Mogę zdradzić, co się będzie działo w nastepnych:
będzie zakończenie roku, Louis znajdzie sobie dziewczynę, Caroline wyjedzie do pracy...
I tu się zacznie drama ^^
Do nn! ;*

poniedziałek, 4 listopada 2013

Rozdział XXIV

Rozdział z dedykacją dla wszystkich czytających - moich kochanych napaleńców. 
Przepraszam, że czekaliście tyle na to, co zawiera ten rozdział. :*
Polecam piosenkę: Resolution



~Cherrie~

   Kiedy dojechaliśmy do domu Harry'ego, wysiadłam z auta sięgając po plecak i torby z zakupami. Harry zrobił to samo i od razu skierowaliśmy się w stronę drzwi wejściowych. Chłopak otworzył je dwoma ruchami klucza i znaleźliśmy się w środku. Kiedy tylko Hazz zamknął za nami drzwi, od razu nic nie mówiąc, wpił się w moje usta obejmując w biodrach. Ostatnio mało razy okazywaliśmy sobie uczucia. Po prostu nie mogliśmy. Jeden pocałunek, chwyt za rękę mógł spieprzyć cały rok udawanego związku Harry'ego i Jennifer. Ja sama czułam się tak, jakbym była obserwowana, mój każdy krok jakby był śledzony. Wiedziałam jednak że to nie możliwe. Żyłam w cieniu. Znała mnie może setka osób na Ziemi.
   Spędziliśmy z Harrym miły wieczór we dwoje. Ubierałam się po kolei we wszystkie zakupione dzisiaj ubrania, zaś Hazz oceniał mnie jak w nich wyglądam. Widać zaangażował się w moje zakupy całym sercem, ponieważ oprócz sukienki, kupił mi jeszcze parę spodni, dwie koszulki i luźną bluzę od dresu. Jakby nie miał co robić z pieniędzmi.. 
   Kiedy skończyłam przymierzać wszystkie ciuchy, miałam zamiar ruszyć na górę przebrać się z sukienki w której aktualnie byłam. Lecz zatrzymała mnie ciepła, duża dłoń Harry'ego. Objął mnie w talii i przyciągnął do siebie. Oparłam się o jego ramię, a ręką podparłam się o jego klatkę piersiową. Czułam jak biło jego serce... 
- Jakie plany na wieczór? -spytałam aby rozładować tą słodką atmosferę.
Wzruszył ramionami.
- Nie mam żadnych. -padła odpowiedź z ust Harry'ego. 
Wyswobodziłam się z objęć chłopaka i wstałam z kanapy na której siedzieliśmy. 
- Idę odrobić pracę domowa -powiedziałam z udawanym uśmiechem.
Zaśmiał się. 
- Już widzę twoje zaangażowanie. -prychnął, po czym wstał. 
Ruszyliśmy do sypialni, gdzie rzuciłam plecak z książkami. Wywaliłam wszystkie na blat toaletki i siadłam na białym krześle. Harry przystawił sobie pufę i siadł obok mnie.
- Od czego zaczynamy? -spytał pocierając teatralnie rękę o rękę. 
Zastanowiłam się chwilę.
- Od fizyki. -powiedziałam szczerząc się, na co Harry walnął głową o blat toaletki.
Nie ukrywam, że zawsze bardzo lubiłam fizykę. W dodatki teraz miałam powtórzenia z poprzednich klas, w tym z gimnazjum.
- Ja jestem obciążnikiem o masie 60 kg, czyli moja siła ciążenia na to krzesło -wskazałam na nie -wynosi 600 kg.
- Serio się to podnieca? -spytał 
- Może. Ale podniecają mnie też inne rzeczy -powiedziałam odkładając długopis i zamykając zeszyt. 
Podparłam brodę o splecione dłonie.
- Na przykład takie o brązowych lokach, zielonych oczach, wiśniowych ustach... -mruknęłam cmokając chłopaka w usta.
Nie pozwoliłam mu przedłużyć pocałunku przez to, że wstałam z krzesła i podeszłam do łóżka, gdzie leżały moje ubrania w których przyszłam.
   Na dworze panowała ciemność, a w pokoju półmrok. Jedyne światło jakie było w pokoju, to światełka nad łóżkiem. 
   Sięgnęłam po guziczki na plecach i po chwili rozpięłam pierwszy, potem drugi i trzeci... Poczułam dłonie Harry'ego na mojej talii, jego usta na moim karku... Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale przycisnęłam go mocniej do siebie, mimo moich ostatnich urojeń i obaw... 
Jego duża dłoń sięga po moją. Zaciąga mnie do łóżka. Przenosi swoje usta na moje wargi. Opadam na miękką pościel. On na mnie.
   Wystarczyło kila ruchów palcami, a wszystkie guziki zostały odpięte i sukienka została zdjęta. Zsunął ją z mojego ciała, przez co pozostałam w samej bieliźnie. Odwróciłam głowę w bok. Po prostu się speszyłam. Lecz sekundę potem poczułam jak jego dłoń odwraca ją w jego stronę i jak składa którkie pocałunki na moich ustach. Objęłam bo jedną ręką, zaś on sam ułożył sobie na końcu swojej koszulki. Pociągnęłam ją do góry, lecz w pewnej chwili się zatrzymałam.
- Nie możemy. -wyszeptałam cicho nie otwierając oczu.
- Wiem.
I w tej chwili runął mur oddzielający nas. Nasze uczucia eksplodowały niczym atom. 
Chłopak zdjął swoją koszulkę, swoje spodnie... 
   Zastanawiałam się, dlaczego nie zrobiliśmy tego wcześniej. Co się teraz stało, że tak łatwo uległam? Przemknęła mi myśl, że spełnia się właśnie mój sen. Jednak nie działo się to w jego samochodzie...
Harry był bardziej doświadczony, starszy. Wiedział co robić. Prowadził mnie umiejętnie. Nie wymagał ode mnie zbyt wiele. Czułam jednak, że w każdej chwili jest w stanie oddać mi prowadzenie tak, abym ja dominowała. Nie zrobiłam tego jednak. Nie dałam mu znać, że jestem w stanie prowadzić. Było mi dobrze tak, jak teraz. Kiedy on decydował co teraz. 
Jego gorące ciało blisko mojego doprowadzało mnie do szaleństwa. Potarzane moje imię wydobywające się z jego ust.. "Cherrie, Cherrie, Cherrie...". Mąciło mi w głowie..
Nie mam więcej słów, aby opisać to jak się czułam. Nie wiem, jak opisać seks. 

   Zakładając koszulkę, którą przed chwilą podniosłam z podłogi nuciłam ostatnio słuchaną piosenkę "This Is The Life" Amy McDonald. Poza moim fałszem w pokoju panowała cisza. Zastanawiałam się, gdzie jest Harry. Po ubraniu się, uczesaniu i zebraniu wszystkich moich rzeczy, wyszłam z pokoju zostawiając niepościelane łóżko i nie odsłaniając załon. 
   Siedział przy stole na jednym z krzeseł z ciemnego drewna, zaś na drugim położone były jego nogi. W ręku trzymał telefon, podjadając paluszki z przezroczystej szklanki. Ruszyłam cicho w jego stronę, po czym odsunęłam trzecie krzesło siadając na nim. 
- Hej. -przywitałam się.
Chłopak podniósł wzrok znad ekranu telefonu. Uśmiechnął się do mnie.
- Cześć -powiedział 
- Na blacie stoi talerz z naleśnikami. Weź sobie... -rzucił i ponownie skupił się na ekranie.
   Mimo iż był to mój pierwszy raz, co Harry oczywiście wiedział, mimo iż było to niesamowite, mimo iż było mi genialnie dobrze, to nie poruszaliśmy ani razu tego tematu. Nie wiedziałam, co mam o tym myśleć. Nie wiedziałam co Harry o tym sądzi. 
Może po prostu chciał, aby to zostało między nami. Aby nikt o tym nie wiedział... 




Myślę, że nie muszę pisać, jak jesteście szczęśliwe. 
Napisałam scenkę, jednak nie opisałam jej.
Jak wiecie, nie umiem.
Rozdział dłuższy niż poprzednie co powinno was cieszyć ;*
I dodaję rozdział z kompa szkolnego.
Ja sama mam szlaban na neta za to, że wróciłam późno od kolegów... :(
Nie będę "aktywna" przez jakiś czas na Bloggerze.
Jak tylko szlaban zostanie zawieszony nadrobię rozdziały u Was.
To chyba tyle. 
Love <3


piątek, 1 listopada 2013

Rozdział XXIII


~Cherrie~

   Minęły cztery dni który obszedł się bez kłótni i bezpodstawnych sprzeczek. Miało miejsce drugie z kolei spotkanie Caroline i Harry'ego. Dogadywali się wyjątkowy dobrze, co mnie jak najbardziej pasowało. Hazz robił wszystko żeby pokazać mi się z jak najlepszej strony. I jak na razie szło mu to jak spłatka. Bo która dziewczyna nie chciała by być budzona poprzez napisaną dla ciebie melodię graną na gitarze? Chłopak powiedział że jeśli natchnie go pomysł napisze słowa i nagra tą piosenkę. Wydawało mi się to idealne i pełne uroku... 
Jednak było to po to, abym zapomniała o rozmowie z Louis'em oraz o powodzie naszej sprzeczki. Lecz ja nie potrafiłam zapomnieć tak łatwo. Wszystkie czułości jakie okazywał w stosunku do mnie Hazz były przeze mnie unikane lub zwlekałam na przykład z pocałunkami... Nie mogłam powiedzieć, że nie zauważałam jak Harry starał się mi pokazać jak bardzo mu na mnie zależy. Wręcz przeciwnie: punktował u mnie bardzo wysoko i co raz wyżej.
Jednak wystarczył jeden wpis, jedno zdanie a poczułam się jak ostatnia kretynka na straconej pozycji. Słodki tekst do Jennifer na Twitterze prawie doprowadził do naszego całkowitego rozpadu. Łzy lejące się strumieniami, podniesione głosy, niektóre prawie jak krzyk. I potem przeprosiny, przysięga że on nigdy czegoś takiego nie napisze, że będą to robili ludzie z branży.
Kolejna szansa dla niego, której podobno nie zmarnuje...
   Wracając ze szkoły w poniedziałkowe popołudnie, na twarzy wszystkich uczniów widniał uśmiech. Jutrzejszy dzień czyli 11 czerwca, zapowiadał się wolny. A wszystko dzięki ostatnim klasom, które pisały próbny test...
   Zaplanowałam na to popołudnie wypad do galerii wraz z Rose. Dziewczyna miała kupić sobie sukienkę na randkę z Lucas'em, z którym jeszcze nie zerwała. Ja jej doradzałam w wyborze odpowiedniej kreacji. Każda mi się podobała, więc Rose poprosiła o radę kobietę sprzedającą w sklepie. Ja zaś przeszłam na dział sportowy i sięgnęłam po wąskie, czarne dresy, które od razy zdjęłam z wieszaka i ruszyłam z nimi do przebieralni. Leżały na mnie jak ulał, więc przeszłam do kasy. W tym czasie Rose wybrała dla siebie białą sukienkę z cienkiego materiału z ćwiekami na samym dole. Moja przyjaciółka zapłaciła jako pierwsza i kiedy ja sama wyciągnęłam pieniądze poczułam czyjeś ręce na moich biodrach. Pomyślałam, że jak się odwrócę to owy chłopak będzie miał krwawiący nos. Lecz nic takiego się nie wydarzyło.
- Zapłacimy kartą -powiedział brunet z okularami na nosie i czapką z daszkiem założoną do tyłu. 
Wystarczyła chwila, a kobieta przy kasie schowała mój zakup do kolorowej reklamówki z nazwą sklepu. Wręczyła mi ją, po czym chłopak złapał mnie za rękę i podeszliśmy do Rose. 
- Co ty tu... -nie dokończyłam bo pocałował mnie delikatnie, zaś następnie przedstawił się Rose. 
Moja przyjaciółka, idealnie wtajemniczona, powstrzymała się od jakichkolwiek nieoczekiwanych zachowań. 
- Nie boisz się, że ktoś cię rozpozna? -spytała, kiedy uścisnęli sobie ręce. 
- Szczerze, to nie. -wzruszył ramionami. -A teraz pani wybaczy, ale zabieram Cherrie na randkę.
Uśmiechnął się zawadiacko. Żadna dziewczyna nie mogła nie ulec temu uśmiechowi, więc Rose tylko pokiwała głową. 
- Na razie -powiedziałam całując ją w policzek.
- Powodzenia na randce -dodałam jeszcze.
- Wzajemnie -zaśmiała się.
Mija przyjaciółka odprowadziła mnie i Harry'ego wzrokiem. Nasze splecione dłonie zwisały między nami...
- Wiesz, że są bardziej pociągające ubrania, niż dresy? -spytał śmiejąc się.
Spojrzałam na niego wilkiem. 
- Dla mnie liczy się wygoda. Nie będę chodziła w szpilkach. Pomarz sobie. -prychnęłam niedowierzająco. 
- Nie mówię o szpilkach... A jakaś sukienka? Rose nie ubiera się jak dresiara i to u niej wychodzi na plus, w porównaniu do ciebie.
- Mam jedną sukienkę -mruknęłam w swojej obronie.
- Ale każda dziewczyna powinna mieć ich co najmniej trzy. Co powiesz na taki układ: wybierz sobie sukienkę a ja zapłacę. Masz jakąś kupić czy tego chcesz czy nie. A potem rób z nią co chcesz.
Pomyślałam chwilę i w końcu przystałam na zaproponowaną mi propozycję.
- Stoi -powiedziałam i pociągnęłam chłopaka w stronę najbardziej babskiego sklepu w całym Centrum Handlowym.
   Harry znosił oglądanie ponad 20. sukienek z miną nie wyrażającą żadnych uczuć. Czasami udawał zachwyt, chociaż ja wiedziałam jak bardzo się męczy. W końcu wybraliśmy TĄ sukienkę. Byłam z niej nad wyraz zadowolona, chociaż sama nie wiedziałam gdzie i kiedy ją założę. 
   Wyszliśmy z galerii około godziny 19. Nie mogłam uwierzyć, ile czasu spędziłam na łażeniu po sklepach. Na zewnątrz i tak było całkowicie widno, a na parkingu kręciło się wiele osób. My od razu skierowaliśmy się do samochodu Harry'ego. Spakowałam zakupy i plecak na tylne siedzenie, po czym ja sama siadłam na miejscu pasażera. Harry uśmiechał się wesoło odpalając silnik, wyjeżdżając z parkingu,
Sama zastanawiałam się skąd u niego ten dobry humor. Lecz gdybym zadała sobie to samo pytanie dzień później, mogłabym odpowiedzieć bez zająknięcia się. Zastanowiłabym się tylko czy Hazz to przewidział, czy był inny ważny powód jego dobrego humoru.




Jest!!! Może nie najdłuższy, ale jeden z lepszych jak dla mnie. 
Opisy jako takie, dialogi też, a pisałam ten rozdział w jakieś 10 minut xD
Swoje odczucia piszcie w komentarzach ^^


środa, 30 października 2013

Rozdział XXII


~Cherrie~

   Wyszłam ze szkoły z Rose i jej koleżanką ze starszej klasy - Ane. Odwróciłam się w ich stronę, chcąc pocałować obydwie w policzek na pożegnanie. Kiedy to zrobiłam pożegnałam się szybko, lecz Rose wydawała się zdziwiona moim zachowaniem i po chwili z jej ust wypłynęło: 
- Nie idziesz z nami? -spytała
Zakłopotałam się bo zupełnie zapomniałam o naszym wyjściu.
- Umm.... Przepraszam, ale ja mam coś bardzo ważnego do załatwienia. -powiedziałam szybko.
Rose przyglądała mi się chwile.
- Okay. To wychodzi na to, że idziemy tylko we dwie -rzuciła do Ane. 
- Na razie... -powiedziałam i zarzuciłam plecak na ramię.
   Pogoda idealnie odwzorowywała moje samopoczucie. Była smutna, padał deszcz i było wyjątkowo chłodno jak na czerwiec.  Mimo, iż miałam na głowie kaptur, wilgoć moczyła moje włosy zakręcają je lekko na końcach. Pod kołami samochodów szumiała woda... Było tak jak w jesień.
   Skierowałam się w przeciwną stronę niż zwykle. Celem mojej wyprawy był dom mojego chłopaka. Mieliśmy do wyjaśnienia kilka bardzo ważnych spraw, od których zależał nasz związek. Po tym, co powiedział Louis, nie byłam w stanie udawać, że nic się nie stało. Bo się stało. Hazz okłamywał mnie przez bardzo długi czas. Co gorsza w grę wchodziła inna dziewczyna. O niej wiedział cały świat mimo, iż była fałszywa. Zaś o mnie -tej prawdziwej -nie wiedział nikt. Było to z pewnej strony nie fair. Jednak nie chciałam być znana. Nie chciałam aby ktoś o mnie wiedział. Harry nie raz mówił mi, że sława niszczy ludzi. Że męczy. A ja nie chciałam się o tym przekonać na własnej skórze...
   Kiedy skręciłam w ulicę, przy której mieszkał Hazz, przyśpieszyłam kroku. Jego dom był co raz bliżej. Jednocześnie byłam bliżej może tragicznej rozmowy. Bliżej rozstania? Tego jeszcze nie wiedziałam...
   Przeszłam przez furtkę, która wyjątkowo nie była zamknięta i od razu skierowałam się ku drzwi. Zapukałam energicznie i oczekiwałam, aż się otworzą. To się stało po chwili. Stał przede mną z roztrzepaną fryzurą, spoglądając na mnie zielonymi oczyma. Jego wargi rozchylone lekko informowały mnie, że ma zamiar coś powiedzieć. Jednak moje myślenie było szybsze. Energicznym krokiem weszłam do środka rzucając plecak na podłogę i ściągając kurtkę. Harry stał jeszcze chwilę tam, gdzie minutę temu, lecz po chwili zamknął drzwi na klucz i podszedł do mnie. Wyraz jego twarzy mówił, że ma do mnie pretensje o to, że nie dawałam o sobie znaku życia. On miał być zły na mnie?! Myślałam, że za raz wybuchnę złością i płaczem jednocześnie.
- Dlaczego nie odpisywałaś? Nie odbierałaś? -spytał po chwili. 
Mogłabym być chyba wróżką czytającą w myślach.
- Nie miałam ochoty -warknęłam cofając się krok do tyłu.
Nie wiem w którym momencie, ale brunet nachylił się ku mnie, jakby szykował sie do pocałunku. W tej chwili wydawał się zakłopotany.
- O co ci chodzi? -spytał głośniej niż zawsze.
Cała się gotowałam. Myślałam, że za raz doprowadzi mnie do szału. Jeszcze nigdy nie byłam tak wściekła. Westchnęłam głęboko i poszłam do kuchni. Sięgnęłam po pierwsza lepszą szklankę i nalałam do środka wodę z kranu, po czym napiłam się kilka łyków. Odstawiłam szklankę na blat i oparłam ręce o jego kraniec. Oddech nadal miałam przyśpieszony. 
   Nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Czyjeś usta dotknęły rozgrzanej skóry na mojej szyi. Myślałam, że otacza mnie mur nie do przebicia lecz na sekundę oddałam się całkowicie. 
- Cher... Co jest? -spytał zachrypniętym głosem.
Brzmiał on jednak tak delikatnie, że nie mogłam się mu poddać. 
- Czemu udajesz takiego idiotę? -rzuciłam, jednak nie odepchnęłam od siebie chłopaka.
- Powiesz mi wreszcie o co chodzi?
Odepchnęłam się od blatu i oparłam się o niego plecami. Hazz uwięził mnie w uścisku pomiędzy swoimi rękoma, które teraz on oparł na blacie. 
- Rozmawiałam z Louis'em. -powiedziałam.
Chciałam zachować powagę i nieugiętość. Jednak głos mi zadrżał. 
Milczał.
- Powiedział mi o czymś, o czym zapomniałam. Co kompletnie wypadło mi z głowy. O tym, że mnie okłamujesz. O tym, że masz dziewczynę. O Jennifer. 
Jego mina się drastycznie zmieniła. Kąciki ust opadły, oczy wydawały się zmartwione.
- Powiedz mi czy to prawda. -jęknęłam ujmując jego dłoń.
Nie doczekałam się odpowiedzi z jego strony. Pokiwał jedynie głową. W tej chwili miałam stu procentowe potwierdzenie od niego samego. Pojedyncza łza spływająca po moim policzku...
- Ale ja ci mówiłem. Ja jej nie kocham... -zaczął lecz ja mu przerwałam.
- To mnie boli, rozumiesz? Boli mnie, że całujesz cię z nią prawie na każdym zdjęciu, obejmujesz ją, uśmiechasz się kiedy jesteś w jej towarzystwie, wszystkie wpisy na Twitterze. To nie jest sprawiedliwe w stosunku do mnie, wiesz? 
Nachylił się ku mnie.
- Ja na prawdę przepraszam, że musisz to znosić. Że znosisz w jakiś sposób mnie... Ale ja chcę ciebie, rozumiesz? Ja cię na prawdę kocham. Jednak zależy mi na karierze bo to jest to co kocham. 
Spuściłam wzrok. Wiedziałam że muzyka to jego życie, że uwielbia to co robi.
- Ja ciebie też, ale nie wiem czy umiem tak żyć. -szepnęłam patrząc w podłogę.
- Damy radę. Jeszcze tylko dwa lata i nasza umowa się rozwiąże. -powiedział wtulając się we wgłębienie między moim ramieniem a szyją, na co ja delikatnie odchyliłam głowę. 
Może rozstanie to nie jedyne wyjście? 



Przepraszam że dopiero teraz!!! ;____;
Miałam szlaban za 3 z polskiego, za wcześniejsze przekroczenie neta...
No i miałam absolutny brak weny, co mnie dobijało od kilku dni.
Nie miałam czasu aby nic napisać ze względu na sprawy osobiste.
Ale dodaję teraz i mam nadzieję, że nie jest najgorszy ten owy rozdział.

czwartek, 24 października 2013

Rozdział XXI


~Cherrie~

   Mijał trzeci dzień odkąd spotkałam się z Louisem. Nadal byłam w szoku i czułam się pokonana. Nie odezwałam się do Harry'ego ani słowem. Nie napisałam, nie zadzwoniłam. Chciałam, aby wiedział jak bardzo mnie zranił. Raz, kiedy tu przyszedł, akurat nie było mnie w domu. Wyszłam z Rose na zakupy. Caroline musiała przeciskać się z Harry'm w drzwiach bo ten jej nie wierzył, że mnie nie ma. Wiedział, że coś jest nie tak...
   Mimo iż w pewnym sensie "pokłóciłam się" z chłopakiem, zacieśniła się moja przyjaźń z Louis'em. To on mnie wspierał ten cały czas odkąd mi powiedział, co jest nie tak. Pisał do mnie każdego dnia z pytaniem jak się czuję, co robię, czy chcę się spotkać...  W mojej skrzynce odbiorczej przybyło z około stu SMS-ów. Mimo czterech lat różniących nas, bardzo dobrze się dogadywaliśmy. 
   Jednak Louis nie zawsze miał czas do mnie napisać, lub się spotkać. Studiował i miał głowę zajętą całkiem czym innym... Wtedy spotykałam się z Rose. A kiedy ona nie mogła topiłam swoje smutki w oglądaniu durnych brazylijskich seriali, jedzeniu lodów i batoników musli, bądź siedzeniu z laptopem na kolanach i udzielaniu się na Facebooku lub Twitterze. 
  Co do tego ostatniego, to kiedyś zamiast polepszyć mi humor, totalnie do pogorszyło. W oczy rzucił mi się tweet Harry'ego. 
   "Kocham cię @Jennifer_Nicholson*"
Zastanawiałam się, dlaczego on tak kłamał. Czy na prawdę sława i popularność były tego warte? Otóż nie. Tak mówił Louis. Nie Hazz zdecydował się na ten "związek" tylko jego menager. Harry chciał tylko śpiewać. Robić to, co kocha.
   I osiągnął swój cel raniąc innych. Ale chyba nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo ludzie przez niego cierpią... Postanowiłam jednak mu to pokazać. Udowodnić, że to co robi jest złe. 
   
Pod koniec dnia chciałam sama się gdzieś przejść. Pomyśleć nad moim życiem. Zdecydować, co mam dalej robić. 
   Z jednej strony nie chciałam kończyć tego, co było między mną, a Harry'm. Dobrze czułam się w jego towarzystwie, był dla mnie kimś ważnym. Można było to poznać po tym, jak zachowywałam się w jego towarzystwie. Serce bijące szybciej, plątający się język... Ale on nie był gorszy. Jego spojrzenie dosłownie paliło moją skórę. Chłonął mnie całym sobą. Jego pocałunki doprowadzały mnie do szaleństwa...
   Jednak z drugiego punktu widzenia Louis miał rację. To co robił Hazz było złe. Okłamywał mnie, Jennifer, fanów i siebie. Co by było, gdyby zrezygnował z Jen? Przecież nic by takiego złego nie miało miejsca... Fani by go nie opuścili. Bo ma talent i jest dobry w tym co robi. 
   Idąc przez ulice Los Angeles, rozmyślałam bezsensownie. Ludzie wracali z pracy do domu, moi rówieśnicy mieli teraz czas dla siebie po skończeniu lekcji... Niczego nie świadomi.
   Postanowiłam iść na pobliski plac zabaw, na którym spędzałam kiedyś czas wraz z Rose. Siadłam na jednej z huśtawek. Plac był praktycznie pusty. Bawiło się na nim tylko jedno dziecko, które bacznie pilnowała mama. Zaczęłam odbijać się nogami i przymknęłam oczy. Po chwili huśtałam się już bardzo wysoko. Gorące, czerwcowe słońce padało na mnie, wiatr roztrzepywał moje włosy... Czułam się tak, jak kilka lat temu, kiedy przyprowadzała mnie tu Caroline. Bawiłam się dobre dziesięć minut, kiedy wreszcie zatrzymałam się otwierając oczy. Powstrzymałam się przed tym, aby nie krzyknąć, kiedy przede mną nie wiadomo skąd wyrósł Louis. 
- Hej -przywitał się.
Ja tylko patrzyłam na niego jak idiotka trzymając dłoń na sercu. 
- Przez ciebie zejdę kiedyś na zawał. -wydusiłam po chwili. 
Uśmiechnął się.
- Nie przesadzaj. Nie doprowadziłbym do tego. 
Brunet siadł na huśtawce obok i nie odrywając nóg od ziemi zaczął się dekilkatnie huśtać. 
- Co tu robisz? -spytałam
- A ty? -odpowiedział mi pytaniem
Zamyśliłam się.
- Chciałam po prostu pobyć sama. Pomyśleć nad tym wszystkim... -westchnęłam.
- I jaką podjęłaś decyzję? 
Tym pytaniem nieco mnie zakłopotał.
- Nie podjęłam jej jeszcze w ogóle. To jest trudniejsze niż myślisz, Louis. Ja go na prawdę kocham... 
Kolejny raz dzisiaj poczułam jak głos mi się łamie. Kiedy przypomnę sobie ostatnią noc u niego, serce mi się kraja. I prawdą jest to, że przez te dobre wspomnienia cierpimy bardziej. 
- Chodź do mnie, Płaczku -powiedział wstając z huśtawki.
Zrobiłam to samo i podeszłam do niego, po czym wtuliłam się w jego tors. Rozkleiłam się i słone łzy zaczęły wsiąkać w tors Louis'a. Wiedziałam, że temu chłopakowi mogę zaufać w stu procentach. 
- Wiesz, że on przez ciebie się załamuje? Czemu do niego nie napiszesz? I nie odbierasz telefonów?
Szloch ustał.
- Nie wiem... A powinnam?
- Tak. Wyjaśnijcie sobie wszytko i potem sama zadecydujesz czy lepsze jest rozstanie, czy jednak podtrzymanie tego związku. 
- Postaram się jutro po szkole do niego pójść. -powiedziałam wyswobadzając się z jego objęć. 
- A nie chcesz teraz? Bo właśnie się do niego wybieram
Potrząsnęłam przecząco głową.
- Jak chcesz to możesz iść. Pogadajcie sobie i w ogóle... Ja i tak za raz idę do domu.
Louis przytaknął.
- Jasne. To ja spadam. Na razie Cherrie -powiedział przytulając mnie jeszcze raz.
Uśmiechnęłam się do niego, po czym każde z nas poszło w przeciwnym dla siebie kierunku...



*nie wiem czy taka osoba istnieje na Twitterze. jeśli tak to przepraszam, za prawa autorskie. 



Rozdział ogółem nudny. 
Znowu pojawił się Louis, który staje się jednym z głównych bohaterów. 
W kolejnym rozdziale pojawi się zapewne Hazz. Ale jeszcze nie wiem... ;/
Z moim samopoczuciem lepiej, i coś mnie tchnie na wesoły rozdział. 
I niedługo pojawi się scenka +18, Napaleńce ;*  xdd