wtorek, 3 września 2013

Rozdział III


~Cherrie~

- Chcesz coli? -spytała Rose, stawiając przede mną dwulitrową butelkę z ciemnym płynem w środku.
- A co? Ja dziecko z przedszkola jestem? -prychnęłam
Zeskoczyłam z blatu i ruszyłam w stronę stolika na którym stały chyba wszystkie możliwe odmiany alhoholu. Złapałam ciemnozieloną butelkę piwa, po czym wróciłam do Rose. Wyciągnęłam z tylnej kieszeni zielonych rurek zapalniczkę i jednym ruchem otworzyłam butelkę. Od razu przechyliłam ją do ust i po chwili połowa zawartośći płynęła w mojej krwi. Odessałam się od szkła i popatrzyłam na Rose ze zwadiackim uśmiechem.
- Jestem z ciebie dumna, Howe -powiedziała dziewczyna całując mnie w policzek.
- Tylko tyle? -spytałam z udawaną smutną miną.
Rose pokręciła głową z uśmiechem i jej usta dotknęły moich. Od razu wyjaśniam: nie to, że wolę dziewczyny. Zawsze z Rose miałyśmy jakieś odwały, kiedy byłyśmy wstawione. Kiedy się od siebie oderwałyśmy wytarłam swoje usta wewnętrzną stoną dłoni z uśmiechem na twarzy.
- Co ci się stało? -spytała moja przyjaciółka wskazując na plaster,
- Ech... Jakiś dupek we mnie wpadł -wzruszyłam ramionami.
- Dlaczego od razu dupek? -zaśmiała się.
- Oj żartuje przecież. -odpowiedziałam uderzając ją delikatnie w ramię. 
Rose popatrzyła na mnie z uśmiechem. Była zadowolona, że jednak zmieniłam swoje nastawienie do chłopaków. Dziewczyna miała coś odpowiedzieć, lecz usłyszałam przedostające się przez głośne dźwięki muzyki moje imię.
- Cherrie?!
Odwróciłam się do źródła dźwięku i zobaczyłam tego chłopaka. Mojego byłego chłopaka. Był nieźle wstawiony, więc równała się z tym nieobliczalność. Postanowiłam odpuścić sobie rozmowę z nim.
- Cholera... -mruknęłam -Spadam. -skierowałam do Rose, po czym jeszcze raz cmoknęłam ją w policzek.
Rzuciłam się biegiem przed siebie wybiegając z klubu. Przy wyjściu wpadłam na umięśnionego ochroniarza. Usłuszałam obelgę kierowaną w moją stronę, lecz tym razem olałam mężczyznę i pobiegłam dalej. Kiedy uznałam, że chłopak nie jest w stanie mnie już dogonić, zwolniłam kroku. Ulice były puste. Raz na kilka minut jechał jakiś samochód. Nie było przyjemnie... Założyłam kurtkę, którą w biegu złapałam z krzesła i mocno się w nią wtuliłam. Moje buty na obcasach charakterystycznie uderzały o chodnik. Zerknęłam na zegarek. Była trzecia w nocy. Dopiero teraz zorientowałam się, że jutro poniedziałek. Przeklnęłam w duchu i przyśpieszyłam kroku. Wiedziałam że Caroline nie będzie zadowolona i że czeka nas kłótnia. Przypomniałam sobie jeszcze o moim jutrzejszym spotkaniu z niejakim Harrym. W grę wchodziły tylko wagary... 


                                                            ~ ~ ~ ~


Weszłam po cichu do domu, wieszając klucze na haczyku. Zdjęłam buty i odstawiłam je do szafki. Wszystko szło jak na razie dobrze. Jednak w pewnym momencie światło w salonie się zaświeciło.
- Cholera. -powiedziałam odchylając głowę do tyłu
- Gdzie byłaś? Wiesz, która godzina? -spytała Caroline.
Dziewczyna stała po środku salonu ubrana w czarną piżamę. 
- Yyy.. Po trzeciej? -odpowiedziałam jej pytaniem.
Zrobiłam krok w jej stronę chwiejąc się. Caroline popatrzyła na mnie niezadowolona.
- Jak jutro pójdziesz do szkoły? -zadała pytanie
- Pójdę na wagary. I tak nie robię tego często. Poza tym i tak nie przyjmią zkacowanej uczennicy. -powiedziałam niezbyt pewna słów wydobywających się z moich ust. 
Moja kuzynka westchnęła i popatrzyła na mnie niezadowolona.
- Ale żeby był to ostatni raz -rzuciła, po czym poszła do swojej sypialni.
Dziękowałam w tej chwili Bogu, że tylko na tym się skończyło. Poszłam do swojej sypialni i od razu zaczęłam rozbierać się do kąpieli, rzucając wszystkie ubrania na podłogę. Wykonałam szybki, gorący prysznic, który lekko mnie otrzeźwił. Po kwadransie byłam już ubrana w piżamę i gotowa do snu. Położyłam się na łóżku zerkając na zegar ścienny. Była prawie czwarta rano. Uderzyłam twarzą w poduszkę i sama nie wiem, kiedy zasnęłam.


                                                             ~ ~ ~ ~ 


Nie spałam długo. Caroline specjalnie głośno hałasowała szykując się do szkoły. Za pewne było to karą, za moje wczorajsze głupie zachowanie... Na dobór tego około 11 nad ranem usłyszałam sygnał nowej wiadomości. Leniwie wyszukałam dłonią komórkę, leżącą na szawce nocnej, po czym odczyałam wiadomość.

     Harry: Hej. To ja, Harry. Spotkajmy się dzisiaj około godziny 13 tam, gdzie wczoraj na siebie wpadliśmy. Do zobaczenia.

Ach tak. Mogłam się spodziewać wiadomości od chłopaka. Pomyślałam, że do trzynastej jest jeszcze sporo czasu, więc postanowiłam urządzić sobie jeszcze krótką drzemkę. Miałam nadzieję, że brak odpowiedzi z mojej strony nie uzna jako odmowy spotkania...

- Kurde. -powiedziałam, kiedy na zegarku wybiła 12:30. 
Czym prędzej zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki. Złapałam szczoteczkę i pastę, po czym wyszorowałam dokładnie dwa rzędy moich zębów. Obmyłam twarz, zmywając resztki wczorajszego makijażu. Po wykonaniu wyjątkowo szybkiej toalety wróciłam do sypialni. Wyciągnęłam z szafy czarne rurki, bokserkę w tym samym kolorze i czarno-szary sweterek z kilkoma specjalnie zrobionymi dziurami. Stanęłam przy lustrze robiąc nowy make-up, uwydatniając rzęsy czarnym tuszem i kredką do oczu. Usta przejechałam bezbarwną, matową pomadką i otarłam jedną wargę o drugą. Wyszczerzyłam się do mojego odbicia, po czym schyliłam się, aby założyć trampki. W biegu złapałam torbę, oraz słuchawki i wybiegłam z domu zakluczając drzwi. Przed sobą miałam całkiem długą drogę. Byłam pewna, że się spóźnię i miałam nadzieję, że Harry na mnie poczeka.



Rozdział... Hm... Nic się w nim na ogół nie dzieje, i jest strasznie krótki.

Wielkie PRZEPRASZAM! 
Miałam brak weny ;__;
Poznaliście tu tylko życie Cherrie, jej przyjaciółkę...
Następny rozdział będzie 100x lepszy.




niedziela, 1 września 2013

Rozdział II


~Cherrie~

Co chwila zatrzymywałam się, aby ugryźć kawałek ciasta, przez co droga zajmowała mi więcej czasu niż zwykle. Jak mówiłam: skrótem szłam tylko ja. Było to plusem... 
Zawsze kiedy tędy szłam mogłam przemyśleć kilka spraw, które mnie w tym czasie dręczyły. W jednej z kamienic znalazłam sobie takie "moje" miejsce. Zaszywałam się z nim kiedy pokłóciłam się z Caroline, czasami przychodziłam tu aby wytrzeźwieć wraz z Rose i czasami przychodziłam tu na wagary... Teraz także myślałam nad jedną sprawą. Chodziło o moją kuzynkę. Dziewczyna kończyła studia. Po nich na pewno znajdzie prace. Lecz niekoniecznie w mieście. Co będzie jeśli będzie musiała wyjechać? Co będzie ze mną? Przede mną jeszcze pełny rok szkoły... Nie mogła mnie zostawić samej. Znaczyło to, że będę musiała wyjechać. Zostawiając wszystko to, co tu mam...
W pewnym momencie poczułam że moje ciało zderza się z czymś ciepłym. Straciłam równowagę. Ciśnienie przyciągnęło mnie do ziemi i wylądowałam na chodniku uderzając bokiem głowy o kosz na śmieci.
- Cholera jasna. -powiedziałam łapiąc się za bolące miejsce.
Otworzyłam oczy, które odruchowo zamknęłam kilka sekund wcześniej. Przede mną klęczał chłopak z którym najwidoczniej się zderzyłam. Nie widziałam jego twarzy. Zasłaniały je okulary, zaś na głowie miał kaptur z którego wystawały pojedyncze, kasztanowe loki. 
- Nic ci nie jest? -usłyszałam z jego strony.
- Nie. Chyba nie -odpowiedziałam próbując wstać. 
- Nie wydaje mi się -powiedział zachrypniętym głosem przechylając głowę w bok.
Wyciągnął ku mnie rękę, na co ja odruchowo chciałam się odsunąć. Jego długie palce dotknęły pulsującego miejsca na mojej skroni. Syknęłam pod wpływem dotyku. Kiedy cofnął dłoń pokazał mi krew na swoich palcach.
- Kurde. -powiedziałam cicho, łapiąc się za ranę.
Chłopak wstał po czym wyciągnął do mnie swoją dłoń. Bez chwili namysłu złapałam ją i zostałam podciągnięta do góry. Dopiero w tej chwili zobaczyłam bałagan naokoło mnie. Wszystkie książki leżały porozrzucane na chodniku, a tiramisu rozpaćkane było tuż obok nich. Schyliłam się zbierając je i układając je w stosik. W pewnej chwili zachwiałam się. W porę jednak złapałam się, stojącego obok znaku drogowego. 
- Zawiozę cię do szpitala -usłyszałam.
Wyprostowałam się i spojrzałam na chłopaka. 
- Nie trzeba -powiedziałam po chwili przyglądając się mu. Aby to zrobić musiałam unieść głowę, ze względu na wzrost chłopaka.
Z powrotem wróciłam do poprzedniego zajęcia. Kiedy zebrałam wszystkie książki wsadziłam je ponownie do torby. Czułam, że głowa mi pęka a krew lała się dalej.
- Albo dobra -dodałam po chwili ciszy. 
Brunet wsadził ręce do kieszeni bluzy i ruszył przed siebie. Poszłam jego śladem, zostawiając plamę krwi i tiramisu za sobą. Zatrzymaliśmy się przed dużym, czarnym aucie. Jak się potem okazało był to Range Rover. Drzwi od strony pasażera zostały otwarte przez sprawcę wypadku mającego miejsce przed chwilą. Wsiadając do środka chłopak był niespokojny. Rozglądał się bez przerwy na wszystkie strony unikając mojego wzroku. Po chwili wsiadł za kierownicą. Po chwili zorientowałam się, że coś jest nie tak. Kierownica była po innej stronie. 
- Dlaczego?... -zaczęłam lecz brunet przerwał mi w pół zdania.
- Ten samochód jest przywieziony z Anglii. -powiedział. 
Popatrzyłam na niego. Pewnie teraz uważał mnie za idiotkę. Nie wiedziałam takich podstaw. Ale po uderzeniu się w głowie nie byłam w stanie myśleć...
- Trzymaj -skierował do mnie chłopak, po czym dał mi paczuszkę chusteczek higienicznych.
Wzięłam je bez słowa i wyciągnęłam jedną sztukę. Oparłam głowę o siedzenie obite w czarną skórę i przyłożyłam chusteczkę do krwawiącego miejsca. Poczułam jak samochód rusza i po chwili wyjechaliśmy z opuszczonej dzielnicy.


                                                                     ~ ~ ~ ~

- Ałaa... -mruknęłam, kiedy pielęgniarka ponownie przyłożyła do mojej rany wacik nasączony spirytusem.
- Miałaś szczęście -powiedziała, na co ja popatrzyłam na nią zdezorinentowanym wzrokiem,
- Mogło się to skończyć wstrząsem mózgu -dodała po chwili
Serce skoczyło mi do gardła. Przeniosłam wzrok na bruneta, który nadal nie zdejmował ani okularów, ani kaptura. Siedział na krześle na przeciwko mnie przyglądając się zwinnym ruchom kobiety w białym kitlu. 
- Przepraszam nie chciałem ale cię nie zauważyłem... -urwał.
- Cherrie -powiedziałam wyciągając rękę w stronę chłopaka. -A ty? -dodałam po chwili
Chłopak przechylił głowę w bok. Pielęgniarka popatrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. Cofnęłam rękę.
- Powiedziałam coś nie tak? -spytałam 
- Nie... Jestem Harry -powiedział po chwili uśmiechając się.
Chłopak miał na prawdę piękny uśmiech. Przyglądałam mu się przez resztę czasu, kiedy była opatrywana moja rana. Wysoki brunet, piękny uśmiech, długie nogi eksponowane wąskimi spodniami... Wydawał się znajomy. Do potwierdzenia tego w stu procentach przeszkadzały mi okulary i kaptur.
- Gotowe -usłyszałam i odwróciłam się w stronę kobiety która skierowała owe słowo do mnie.
- Dziękuję -odpowiedziałam i wstałam z krzesła.
Podeszłam do małego lustra wiszącego nad umywalką. Na moim czole widniał biały plaster, pod którym znajdowała się rana. Westchnęłam i zasłoniłam go grzywką. W lustrze zobaczyłam, że Harry przygląda mi się z uwagą. 
- Idziemy? -spytał. 
Denerwował się. Może mu się gdzieś śpieszyło, a ja byłam jak rzep na ogonie...
- Jasne -odpowiedziałam i ruszyłam w stronę wyjścia. 
Szybko wyszliśmy z miejskiego szpitala, po czym ruszyliśmy na parking. Chłopak pokierował mnie do swojego auta. 
- Pojadę sama. Nie chcę robić problemu... -powiedziałam przerywając ciszę.
- Jesteś pewna? -spytał
- Tak. -odpowiedziałam pewna swoich słów.
Chłopak znowu zrobił się spięty. Rozejrzał się nerwowo po parkingu pełnym samochodów.
- Hmm.... -zaczął  -Może się spotkamy? Pojutrze... Odkupię ci to ciastko -zaproponował
- Okay. Ale tylko ze względu na ciastko -powiedziałam z uśmiechem patrząc na niego.
Chłopak ponownie ukazał rządek swoich śnieżnobiałych zębów. Oderwałam od niego wzrok i wyciągnęłam z torby długopis z czarnym tuszem. Złapałam Harry'ego za rękę i zapisałam na jego ręce rząd cyfr. Dopisałam jeszcze "Cherrie" i schowałam długopis z powrotem do torby.
Spojrzałam na chłopaka. Przyglądał mi się z zainteresowaniem
- Mogę zapomnieć o spotkaniu -powiedziałam i wskazałam na plaster na moim czole.
- No tak -powiedział po czym się zaśmiał. 
- Napiszesz mi kiedy, o której i gdzie. Tylko podpisz się jak wyślesz mi SMS-a, okay?
Harry przytaknął. 
- Idę. -powiedziałam. -Na razie.
Odwróciłam się i ruszyłam w stronę wyjścia z terenu szpitala. Zerknęłam na zegarek. Było dobrze po godzinie 17. Nie chciało mi się już iść pieszo, więc skierowałam się na postój Taxi. Wsiadłam do jednego z żółtych aut niczym z N.Y i poprosiłam o dowóz na Independence Street. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w moim pokoju, zasiąść na fotelu przy oknie i zaszyć się w pierwszej książce. Przy okazji odpocząć po dzisiejszym "wypadku". Na Caroline nie miałam co liczyć dzisiejszego wieczoru, więc musiałam zająć się sama sobą.
Jechałam patrząc przez szybę i myśląc o dzisiejszym dniu. Jedyne, czego żałowałam to strata mojego ukochanego tiramisu...





No i drugi rozdział :3

Nie wiem, co się ze mną dzieje ale ostatnio 
podoba mi się to, co piszę xdd
Tajemniczą osobą był Harry. 
Mogłyście się tego spodziewać ;P
Dziękuję za komentowanie, obserwowanie i liczbę wyświetleń, 
czego jest dużo jak na dwu rozdziałowy blog.


czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział I

~Cherrie~

Jak zwykle w sobotnie popołudnie nie miałam co robić. Caroline siedziała zamknięta w swoim pokoju z nosem w książkach... Chciała jak najlepiej zdać studia z kierunku medycyny... Był koniec maja. Zbliżał się koniec roku szkolnego. Szło za tym to, że dziewczyna miała coraz mniej czasu na naukę. I coraz mniej czasu dla mnie.....

Przeglądałam półkę z książkami i w pewnej chwili coś sobie uświadomiłam. Znałam każdą książkę na pamięć, każdą z nich przeczytałam od deski od deski.
- Caroline?! -krzyknęłam, a mój głos rozniósł się po mieszkaniu.
- Co? -usłyszałam w odpowiedzi.
Ruszyłam w stronę pokoju, z którego dobiegał głos Caroline. Nacisnęłam klamkę i po chwili znalazłam się w sypialni mojej kuzynki.
- Co chciałaś? -spytała powtórnie odrywając wzrok od nie małych rozmiarów książki.
Caroline siedziała na łóżku ze skrzyżowanymi nogami. Na jej nosie widniały okulary w czarnej oprawce. Zawsze zakładała je do czytania... Naokoło dziewczyny leżał pokaźny stos książek o tym samym temacie. Westchnęłam cicho.
- Idę do księgarni. -rzuciłam
- Jasne... -odpowiedziała Caroline i wróciła do czytania książki która leżała na jej kolanach.
Odwróciłam się i wyszłam z pokoju zamykając za sobą po cichu drzwi. Wzięłam torbę, która leżała na kanapie w salonie i założyłam moje czarne trampki. Sięgnęłam jeszcze po klucze które wisiały na haczyku i wyszłam z mieszkania. Zbiegłam po schodach skacząc z każdego przedostatniego schodka, aż w końcu znalazłam się na dole. Popchnęłam ramieniem ciężkie drzwi, które otworzyły się skrzypiąc niemiłosiernie... Zrobiłam krok do przodu i znalazłam się na chodniku przy Independence Street. Rozejrzałam się w lewą, a potem w prawą stronę. W mieście były dwie przyzwoite księgarnie. W tej chwili miałam dylemat do której z nich się udać. W końcu obróciłam się na pięcie i ruszyłam w prawa stronę. Była to dłuższa droga, lecz owa księgarnia miała lepsze zaopatrzenie. Zastanawiałam się, jaką książkę kupię. Czy może lepiej jakąś serię? W pewnym momencie mnie olśniło. Już dawno miałam zamiar przeczytać serię książek "Percy Jackson". Po obejrzeniu dwóch ekranizacji po prostu zauroczyłam się w tej sadze. Było chyba z pięć książek opowiadających o przygodach chłopaka. Jednak dla mnie było to nic biorąc pod uwagę moją miłość do czytania. Przenosiłam się wtedy w inny świat. Było to cudowne uczucie...
Dzisiejszego dnia na mieście kręciła się spora liczba ludzi. Każdy odpoczywał po ciężkim tygodniu. Pozwalała na to przyzwoita pogoda. Prawie wszystkie kawiarnie, które mijałam były zapełnione, na parkingu przed kinem zaparkowanych było wiele samochodów, na placach zabaw bawiły się szczęśliwe z życia dzieci... Uśmiechnęłam się na ich widok i ruszyłam dalej przed siebie.
Wtem usłyszałam sygnał nowej wiadomości. Przystanęłam i wyciągnęłam z czarnej torby z białym logiem Adidas telefon. Odblokowałam go i odczytałam wiadomość:
    
Rose: Jutro o 20 przed moim domem. Wyjdziemy gdzieś. Do zobaczenia ;*

Rose była jedyną osobą, którą mogłam nazwać przyjacielem. Tak, jak ja, kochała imprezy i często mnie gdzieś wyciągała. Uwielbiałam w niej to, że potrafi się bawić i zawsze idzie na całość...
    
      Cherrie: Jasne ;) Więc do zobaczenia

Odpisałam i ruszyłam dalej. Jak mówiłam, droga do księgarni była całkiem długa. Szło się jednak przyjemnie... W powietrzu czuć było już zapach lata, co podnosiło mnie na duchu. Po półgodzinnej drodze przez Los Angeles dotarłam do interesującego mnie miejsca. Weszłam po schodkach do wejścia i pchnęłam drzwi. Przekroczyłam próg księgarni i od razu owiał mnie zapach papieru. Uwielbiałam go, więc zrobiłam głęboki wdech, po czym weszłam w głąb budynku. Rzuciłam uprzejme "Dzień dobry" do kobiety siedzącej za biurkiem i po chwili moje oczy skupiły się na celu mojej wyprawy tutaj. Całą sobą chłonęłam widok setek książek stojących na półkach. Przejrzałam uważnie każdą z nich. Caroline często żartowała, że mogłabym zamieszkać w księgarni lub bibliotece. W pewnym sensie się z nią zgadzałam. Moja kuzynka lubiła we mnie to, że uwielbiałam czytać, co nie koniecznie podobało się moim znajomym... Lecz wisiało mi ich zdanie. Czytanie było dla mnie pewną odskocznią od codzienności.
Po jakimś czasie przeglądania lektur na półkach, znalazłam to, po co przyszłam. Cała seria "Percy Jackson" widniała na jednej z półek. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech i wyciągnęłam rękę po pierwszą część i po chwili po kolejne. Wzięłam wszystkie i ruszyłam z nimi w stronę kasy. Kobieta znała mnie już bardzo dobrze i rozmawiała ze mną jak z dobrą znajomą, mimo różnicy wieku między nami. 
- Przeczytasz to wszystko? -spytała patrząc na mnie z uśmiechem.
- Jasne, że tak. -odpowiedziałam.
Z uwagą przyglądałam się jak kobieta kasuje pięć książek przyniesionych przeze mnie. 
- 30$ -usłyszałam po chwili.
Rozsunęłam torbę i wyjęłam z niej portfel. Pogmerałam w nim chwilę, po czym położyłam na blat biurka trzy dziesięciodolarówki. 
- Proszę i dziękuję -rzuciłam zabierając z blatu książki w papierowej torbie. - Miłego czytania -powiedziała i odwróciła się ode mnie podchodząc do pary klientów. Zadowolona wyszłam z budynku, dźwigając w rękach swój zakup. Spojrzałam na zegarek znajdujący się na moim lewym nadgarstku. Była 14:40. Uznałam, że nigdzie mi się nie śpieszy. Postanowiłam jeszcze wstąpić do pobliskiej cukierni. Kochałam różnorakie ciasta, ciasteczka, torty... Moja kuzynka często piekła, lecz teraz kompletnie zajęła się nauką. Zawsze po pracy zamykała się w swoim pokoju i ostro zakuwała... Do cukierni nie było daleko. Wystarczyło tylko skręcić w mniej tłoczną część Los Angeles i już było się blisko. Wchodząc do budynku wypełnionego słodkim zapachem od razu stanęłam przy półkach w których znajdowały się najróżniejsze ciasta. Oddzielała mnie od nich szklana powłoka, w której odbijałam się ja. Przyjrzałam się sobie i jedną ręką poprawiłam swoją grzywkę. - Co podać? -spytał mężczyzna za ladą. - Emm.. -zaczęłam niezdecydowana. 
-Poproszę tiramisu -dodałam po chwili. - Oczywiście -usłyszałam od strony sprzedawcy.
Mężczyzna ukroił kawałek ciasta, po czym położył go na kartonowej tacce. Wyciągnął je w moją stronę. Zapłaciłam i wzięłam je w dłoń, przenosząc książki do lewej ręki. - Do widzenia.... -rzuciłam i wyszłam z cukierni słysząc nad sobą dźwięczny dzwoneczek. Rozejrzałam się w obie strony, zastanawiając się, którą drogą iść. Po chwili namysłu postanowiłam pójść na skróty. Kierowałam się w stronę domu idąc obok starych, w większości opuszczonych kamienic. Dobrze znałam to miejsce i rzadko kto tędy chodził. Zawsze wszystkich przeganiał stąd strach, oraz "horror historie" wymyślone przez ludzi z okolicy. Lecz widać jedna osoba miała takie same zamiary jak ja.



Hah! No i pierwszy rozdział już za nami.
Napisałam go z prośby Melanie, 
oraz dlatego, że chciałam napisać jakiś początek...
Nie jest najgorzej, ale mogłoby być lepiej ;)
Chociaż w końcu opinia należy do Was.



wtorek, 13 sierpnia 2013

Wstęp + Bohaterowie

WSTĘP:


Hej.
Jestem Cherrie. Cherrie Howe. Mam 17 lat. Moje prawdziwe nazwisko to Smith. Nie używam go jednak, bo za bardzo przypomina mi zmarłych rodziców. Tak. Zmarli kiedy miałam zaledwie 6 lat... Mieszkam u mojej kuzynki Caroline Bridgit Howe. Ona własnie "dała" mi swoje nazwisko. Caroline ma 24 lata i studiuje na ostatnim, bo piątym,  roku medycyny. Mieszkamy w jednej z kamienic w Los Angeles przy ulicy Independence Street. Jest to jedna ze starszych, a za razem tłocznych części miasta. L.A jest jak dla mnie najpiękniejszym miastem na ziemi...
Uczęszczam do II klasy Liceum, kocham imprezy... Przyjaciół za bardzo nie mam. Znalazło by się kilka osób, lecz nie są to poważne znajomości. Takie na jedną imprezę... Jednak mimo to, jestem zaliczana do grona najpopularniejszych w szkole.
Uwielbiam zaszyć się u siebie w pokoju po pracy z słuchawkami na uszach i książką przed nosem. A właśnie... Dorywkowo pracuję w sklepie sportowym. Prywatnie także jestem związana ze sportem. Gram w koszykówkę, siatkówkę oraz jeżdżę na desce... 
Kocham swoje życie takim, jaki jest i najchętniej nigdy bym go nie zmieniała...

Love, Cherrie ♥





BOHATEROWIE:


                                                              ~ Cherrie Howe,  17 l.



  ~ Harry Styles,  19 l



                                                        ~ Caroline Bridgit Howe,  24 l.




                                                            ~ Louis Tomlinson,  21 l.



                                                                ~ Rose Paltrow,  18 l.
                                                                       
                                                 


   ~ Jennifer Nicholson,  21 l.